Lido di Spina 06.07.2007
Trudno w
krótkiej relacji opisać tych siedem fantastycznych dni, które spędziliśmy na
letnim obozie sztuk walki na zaproszenie Włoskiej Federacji J.J. Piero
Rovigattiego w miejscowości Lido di Spina we Włoszech. Spróbuję jednak opisać
Wam to co udało mi się zapamiętać.
Dzięki
urządzeniu zwanemu powszechnie GPS udało mi się trafić na miejsce w sobotę
30.06 przed południem. Ponieważ trasę z ze Szczecina do Włoch pokonałem samochodem
kilka dni wcześniej podróż do miejsce zakwaterowania trwała tylko 1,5 godziny. Ku mojemu zdziwieniu autobusu z uczestnikami
obozu z Polski jeszcze nie było na miejscu i jak się później okazało utknął w korku
przed kempingiem ( w dniu naszego przyjazdu na terenie kampingu odbywały się
zawody triatlonowe). Na miejscu przywitał nas Maestro Rovigatti ze szczerym jak
zwykle uśmiechem na twarzy.
Miejsce w
którym miał się odbyć nasz obóz na pierwszy „rzut oka” wydawał się trafiony w
samą dziesiątkę. Pięknie położony w lasku iglastym Camping Village Lido di Spina, miał dla nas wiele
niespodzianek, które odkrywaliśmy w miarę aklimatyzacji. Do naszej dyspozycji
mięliśmy : 2 baseny, 3 boiska do kosza, jedno boisko do piłki nożnej oraz 2
boiska do siatkówki plażowej, restaurację, sklep spożywczy, pralnię . Do plaży oddalonej od naszego
ośrodka o 500m dowoził nas autobus który kursował co 10 min. Na plaży każdy
”domek” posiadał swój wydzielony parasol oraz leżak.
Pierwszy
dzień pobytu spędziliśmy na meldunku i rozpakowywaniu się w naszych domkach (każdy z uczestników otrzymał kartę meldunkową, która
uprawniała go do korzystania z wszystkich atrakcji za darmo). I tu znowu „duże
oczy”. Domki przygotowane na „tip top”. Na wyposażeniu wszystko co potrzebne do
przygotowywania i spożywania posiłków, stolik na taras wraz z krzesłami,
miejsce parkingowe przy domku dla samochodu w wybranych i domkach klima.
Plan zajęć
kolejnych dni wyglądał następująco : 9.30 pierwszy trening (1,5 godziny), później
leżakowanie i kąpiel w basenie lub na plaży
do 13.00 ( niestety od 13.00 włosi mięli siestę do godziny 15.00 i zamykali
wszystko, włącznie z nami w restauracji J), od 15 znowu basenik lub plaża a o 18.00 kolejny
trening (również 1,5 godziny). Co drugi
dzień o godzinie 20.30 maestro Rovigatti organizował dla wszystkich uczestników
obozu tzw. imprezkę integracyjną na której wszyscy bawili się doskonale ( na
jednej z nich maestro grał nam znane melodie wraz z własnym zespołem, z kolei
na innej wspólnej kolacji odbył się pokaz umiejętności wokalnych zwany
karaoke).
Treningi
odbywały się pod okiem najlepszych z najlepszych. Pierwsze dni to Aikido pod
okiem naszego mistrza Jacka Wysockiego (7 Dan) oraz Ju Jitsu pod okiem S.Piero
Rovigattiego (8 Dan), od środy to już niezapomniane treningi z Senesi „Pain”
jak powszechnie nazywany jest Soke A.Garcia mistrz Hakko Den Ryu Ju Jitsu oraz Maestro Giampietro Savegnago (8 Dan) Aikido
Kobayashi Ryu. Wszystkie w fantastycznej, niezapomnianej i wesołej atmosferze z
dużą ilością humoru ale zawsze zawodowo prowadzone z wielkim kunsztem i
precyzją wykonywanych przez mistrzów technik. Mieliśmy również okazję obejrzeć
pokaz Ju Jitsu w wykonaniu obecnego mistrza świata Mikchele i Vito uczniów
Maestro Rovigattiego oraz wykonać wspólną fotkę z reprezentantami kadry Włoch
na olimpiadę w szpadzie, którzy podczas naszego pobytu uczestniczyli w zawodach
zorganizowanych na terenie campingu. W ostatni dzień przed wyjazdem na basenie
odbył się miniturniej w piłce wodnej. Jak można było się spodziewać „Nasi” nie
dali szans nikomu i pokonali w finale krzykliwych i często nieczysto grających
Włochów 4:2.
Niestety
wszystko co dobre kiedyś musi się skończyć i tak nasz obóz skończył się w
piątek wieczorem, gdzie o 22.30 autokar z uczestnikami z Polski wyruszył w
drogę powrotną do kraju.
Podsumowując
cały pobyt mogę napisać tak : „Kto nie był nich żałuję !!” 6 dni temperatur nie
schodzących poniżej 30 stopni, rewelacyjna temperatura chłodzącej wody w
basenie, doskonała zabawa i fantastyczna atmosfera na treningach. Zapomniałem
jeszcze napisać o niezapomnianej wycieczce do Wenecji ale te wrażenia
pozostawię sobie tylko dla siebie (było fantastycznie !!).
Wiem, że tych
kilka fotek zamieszczonych w fotorelacji nie odda atmosfery obozu, ale dla tym
co nie byli a mogli, pokaże jak wiele stracili a tym co byli przypomni te
niezapomniane chwile. Do zobaczenia za rok w tym samym miejscu (mam nadzieję
!!).
Kamil



